Schetyna, Kaczyński, 21.12.2016

 

ŚRODA, 21 GRUDNIA 2016, 19:44

Schetyna o propozycji Kaczyńskiego: Ona służy temu, żeby odwrócić uwagę mediów od smutnej rzeczywistości

– Nie uważam, żeby to była poważna propozycja. Ona służy temu, żeby odwrócić uwagę mediów od smutnej rzeczywistości. Brak mediów w Sejmie, sala plenarna, która nie funkcjonuje i wadliwe głosowanie, które przyjęło najważniejszą ustawę niezgodnie z prawem. To dzisiejsza rzeczywistość, końca 2016 roku – mówił Grzegorz Schetyna w „Gościu Wydarzeń” Polsat News, pytany przez Jarosława Gugałę o propozycję Jarosława Kaczyńskiego ws. wzmocnienia roli lidera opozycji.

19:31

Schetyna: Będziemy na sali sejmowej do 11 stycznia. Jutro posiedzenie klubu PO, gdzie będziemy potwierdzać tę decyzję

– Jesteśmy obecni, ponieważ została ogłoszona przerwa w posiedzeniu Sejmu, ono nie zostało zakończone, więc jesteśmy obecni na sali sejmowej i będziemy tam do 11 stycznia, czyli do następnego posiedzenia. Jutro mamy posiedzenie klubu parlamentarnego, gdzie będziemy tę decyzję potwierdzać. Na razie nic się nie zmienia, jesteśmy do nowego roku i dłużej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będziemy tam także w czasie świąt i nowego roku – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Jarosławem Gugałą w „Gościu wydarzeń” Polsat News.

300polityka.pl

Rafał Zakrzewski Gazeta Wyborcza

Prezes PiS nie jest w stanie przyznać się do błędu

21 grudnia 2016
Poseł Kaczyński, prezes PiS

1 ZDJĘCIE

Poseł Kaczyński, prezes PiS (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Łącząc propozycję ułożenia normalnych relacji między rządzącymi a opozycją ze zgodą na powtórne przegłosowanie budżetu, Jarosław Kaczyński mógł wiele osiągnąć. Ale wybrał ściemę.
Jarosław Kaczyński popełnił we wtorek polityczny błąd.

„Zwykły poseł” wzmocniony premierem, marszałkami Sejmu i Senatu oraz szefem klubu PiS przedstawił suwerenowi, co powinien myśleć o ostatnim kryzysie w parlamencie.

Zaczął dobrze – deklaracją o potrzebie spokoju i o ważnej roli opozycji. Zaproponował przeciwnikom politycznym coś na kształt pakietu demokratycznego. Za wabik posłużyły mu specjalne uprawnienia dla lidera opozycji sejmowej oraz możliwość kierowania co piątym posiedzeniem Sejmu. Konkretów więcej nie było, była tylko zachęta, by o tym porozmawiać.

Zobacz też: Mocne groźby Jarosława Kaczyńskiego – komentarz Romana Imielskiego

Prezes nazwał to wyciągniętą ręką do opozycji. I już można byłoby się nabrać, że Jarosław Kaczyński naprawdę chce rozładować napięcia polityczne (które sam tworzy) i naprawdę położyć nam pod choinką świąteczny prezent – spokój społeczny. Jednak po chwili zobaczyliśmy, co trzyma w drugiej ręce – schowanej za plecami.

A tam same groźby. Pod adresem posłów opozycji oblegających salę sejmową, żeby nie myśleli, że to tylko występek przeciw regulaminowi Sejmu, bo jeśli się nie cofną, grożą im zarzuty karne. Również zarzutami karnymi postraszył tych, którzy blokowali politykom PiS wyjazd z Sejmu, i tych, którzy blokowali wizytę prezesa na Wawelu.

Po tym wszystkim wyraził nadzieję, że jego wyciągnięta ręka nie zostanie odtrącona. Nawet jeśli przymknąć oko na pohukiwania pod adresem posłów opozycji i obywateli manifestujących przed parlamentem, to nie da się go przymknąć w kluczowej dla rozwiązania tego kryzysu kwestii – głosowania nad budżetem państwa.

Aby scenariusz zgody narodowej mógł zostać wzięty pod uwagę, potrzebne było jedno jedyne zdanie wypowiedziane przez prezesa: przegłosujmy budżet raz jeszcze – z odpowiednią powagą, w odpowiednich warunkach, by nikt w kraju i za granicą nie miał wątpliwości, że dochowano wszystkich demokratycznych procedur. To zdanie nie padło.

Gorzej, padła jasna sugestia, że by opozycja godna była siąść do rozmów z prezesem, musi uszanować zasady demokracji parlamentarnej. A to – twierdzi Kaczyński – jest równoznaczne z uznaniem przez nią wyników głosowania nad budżetem w Sali Kolumnowej (brali w nim udział tylko posłowie PiS i dwóch posłów Kukiz’15.) To oczywiście warunek nie do przyjęcia dla opozycji, która zgodnie uważa, że w tej sprawie nie można ustąpić.

Kaczyński jakby zupełnie tego nie rozumiał. A przecież łącząc propozycję ułożenia normalnych relacji między rządzącymi a opozycją ze zgodą na powtórne przegłosowanie budżetu, mógł wiele osiągnąć.

Po pierwsze – natychmiastowe rozwiązanie kryzysu. Za to zawsze zdobywa się punkty i idzie w zapomnienie to, kto kryzys wywołał.

Po drugie – możliwość umocnienia się w tej części swego elektoratu, który ma już dosyć tego trwającego ponad rok kołysania państwem.

Po trzecie – mógł zyskać opinię polityka rozważnego, który naprawdę dba o stan państwa i dla jego dobra jest w stanie przyznać się do błędu.

Ale to już Kaczyńskiego przerosło, nie pierwszy raz. Wybrał ściemę i eskalację konfliktu.

kaczynski

wyborcza.pl

Jest jeszcze tylko jeden autorytet, któremu mógłby ulec Jarosław Kaczyński

Agnieszka Kublik, 21 grudnia 2016
Prof. Ireneusz Krzemiński

1 ZDJĘCIE

Prof. Ireneusz Krzemiński (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Nie widzę nikogo innego poza biskupami, kto mógłby przekonać prezesa Kaczyńskiego, by porzucił wojenną retorykę, zrobił krok do tylu. Nie ma żadnego innego autorytetu, wobec któremu mógłby ulec Jarosław Kaczyński – mówi prof. Ireneusz Krzemiński z UW.

Agnieszka Kublik: Dziwna to była konferencja. Była pani premier, prezes Kaczyński, marszałkowie Sejmu i Senatu, szef klubu PiS, a prowadził ją rzecznik rządu. Jako pierwszego powitał i pożegnał Kaczyńskiego. Nie swoją szefową i nie marszałka Sejmu, drugą po prezydencie osobę w państwie. Co to za przekaz?

Prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog Uniwersytet Warszawski:  A panią to dziwi? Od dawna wiemy, że tym, który rządzi rządem, całym państwem i w ogóle Polską, jest Jarosław Kaczyński. Jest posłem i szefem PiS, a pełni funkcje prezydenta, premiera, większości parlamentarnej. To jest kuriozum.

Czy nasza demokracja jest tak źle skonstruowana, że jest to możliwe? Mamy przecież konstytucję. Każdy obywatel, nawet ten, co popiera PiS, powinien sobie uświadomić, że to konstytucja decyduje o naszych prawach i to ona opisuje działanie wszystkich instytucji demokratycznych. Konstytucja przyznaje nam prawa jako obywatelom i chroni nasze obywatelskie prawa.

Zobacz też: Czy grozi nami nieustający kryzys polityczny?

Ta konstytucja jest notorycznie łamana przez władzę. Dziś po raz kolejny. Prezydent Andrzej Duda złamał konstytucję, nie uznając, że po odejściu prezesa Trybunału prof. Andrzeja Rzeplińskiego zastępuje go wiceprezes sędzia Biernat. Nie trzeba znać prawa, żeby rozumieć, że to jakiś absurd prawniczy. I to nawet wtedy, kiedy sędzia Biernat potulnie godzi się na bezprawnie mianowaną „tymczasową prezes” TK.

Środowa konferencja Kaczyńskiego i jego ludzi to był klarowny przekaz: my konstytucji nie łamiemy, głosowanie nad budżetem w piątek było zgodne z konstytucją i regulaminem Sejmu, to opozycja popełnia przestępstwa. Kaczyński mówił: „Mamy pełne podstawy, by powiedzieć, że opozycja uznała, że jej prawo nie obowiązuje. (…) Posłowie opozycji podlegają prawu, jak wszyscy obywatele, podlegają prawu, które obowiązuje w pracy Sejmu, ale też prawu ogólnemu i prawu karnemu, a przepisy prawa karnego są tutaj łamane. Mamy do czynienia z akceptacją działań, które mają charakter przestępczy”.

- To jest nieprawda. Niech każdy kupi sobie konstytucję, to się przekona, że władza kłamie, mówiąc, że nie łamie konstytucji. Konstytucja powiada np., że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego „mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne”, że obywatele mają prawo do rzetelnej informacji, że posłowie mają prawo uczestniczyć w posiedzeniu Sejmu.

Obrady Konferencji Episkopatu Polski w GnieźnieFot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Więc to już nie jest sprawa partyjna. Jeszcze nigdy nie było tak w III RP, by państwem rządził człowiek niepełniący żadnych państwowych funkcji. I żeby jego wola, jak kiedyś I sekretarza PZPR, decydowała o państwie, ba, o jego prawie!

A Marian Krzaklewski, kiedyś szef „Solidarności”? Mówiło się, że rządził premierem Jerzym Buzkiem z tylnego siedzenia.

- I wszyscy to potępili, to raz. Dwa – prezydentem był wtedy Aleksander Kwaśniewski, więc wpływ Krzaklewskiego na państwo, jeśli jakiś był, to nieporównywalny z tym, jaki ma dziś prezes PiS. Poza tym premier Buzek na pewno nie był takim figurantem jak obecne władze. Więc chodzi nie o jedną partię, ale o wartości demokratyczne, o etos.

Jan Paweł II mówił, że każdy ma prawo zabierać głos w sprawach publicznych, ma prawo do protestu, do organizowania się. To są kwestie fundamentalne. Jan Paweł II uznał, że prawa człowieka i obywatela są nam dane od Boga, a nie od żadnej większości, mniejszości czy prezesa. Warto to przypomnieć!

Mówi pan, że władza kłamie, gdy twierdzi, że przestrzega konstytucji. Ale to władza ma wszystkie instrumenty – policję, służby specjalne, Trybunał Konstytucyjny, prokuraturę i media publiczne. To kto może stwierdzić, że władza nie ma racji?

- Jedyną siłą, która może powiedzieć władzy nie, są obywatele. Np. w Ameryce jest znane „nieposłuszeństwo obywatelskie”. Jeżeli mamy legalnie wybraną władzę, która przekracza swoje uprawnienia, to wtedy to społeczeństwo obywatelskie może powiedzieć tej władzy, że łamie konstytucję, i wypowiedzieć jej posłuszeństwo.

Mówi nie na ulicach od ponad roku. I…?

- Ja zadaję sobie takie pytanie: jak sprawić, żeby obywatele i obywatelki np. w Siedlcach, Puławach czy Gorzowie dostrzegli, że to, co robi władza, jest naruszeniem konstytucji i naruszeniem naszych obywatelskich praw – moich, pani, mieszkańców Siedlec, Puław czy Mławy. Konkretnych ludzi. Jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę władzy, dokładnie tak, jak było w PRL-u.

Polacy w większości to osoby wierzące. To ja się pytam: gdzie w sytuacji tak głębokiego konfliktu moralnego są biskupi? Odegrali ogromne znacznie w PRL-u, podczas Okrągłego Stołu. Dziś popierają PiS i dlatego milczą. Kościół to jest wspólnota wszystkich wiernych, nie tylko księży. Czy zatem wszyscy wierzący Polacy godzą się na to, by Kościół stał się przystawką PiS-u? Mam taki świąteczny apel do rodaków, by to przemyśleli.

Trwa wojna o to, kto zdominuje przekaz medialny do obywateli. Kaczyński mówił na konferencji: „Niewielu obywateli da się przekonać, że posłanka wychodząca z Sejmu, zaatakowana, obrzucona przedmiotami, to agresorka. Bohaterem tego rodzaju wydarzenia są ci, którzy to robią. Oni dopuszczają się przestępstwa. Media mają święty obowiązek o tym mówić. Mają obowiązek tego rodzaju rzeczy przedstawiać. Jeśli dochodzimy do sytuacji, w której jest inaczej, to mamy do czynienia ze stanem niebezpiecznym dla wszystkich. Dla całego społeczeństwa, całego narodu, także dla dziennikarzy”. Postraszył dziennikarzy, którzy nie podporządkują się narracji władzy?

- Tak było przed 1989 r. Wtedy władza patrzyła dziennikarzom na ręce i mówiła, co mają mówić. Niepokornych karała. Apeluję do wyborców PiS – przejrzyjcie na oczy, zobaczcie, co ta władza naprawdę robi, nie sugerujcie się propagandą Jacka Kurskiego.

Pod polskim parlamentem po 1989 r. nie było tyle policji. Jakie są możliwe scenariusze?

- Albo eskalacja przemocy albo władza się powstrzyma. Od roku mówię, że ta władza buduje monopartyjną dyktaturę. Logika takiej władzy na ogół prowadzi do użycia przemocy wobec obywateli, którzy tej władzy mówią nie.

Czy Kaczyński się zatrzyma? Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Eskalacja konfliktu, buta prezesa Kaczyńskiego, jego niezłomna chęć pozostania dyktatorem jest tak wielka, że przemoc może się pojawić jako konsekwencja właśnie tej jego postawy.

Jarosław Kaczyński Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Mam ciągle nadzieję, że polscy biskupi pójdą po rozum do głowy, że Duch Święty zstąpi na tę ziemię i zmusi ich do tego, by nie odgrywali zwolenników tej łamiącej demokrację władzy, tylko by tonowali ten konflikt.

Oczekuje pan cudu od biskupów.

- Nie widzę nikogo innego, kto mógłby przekonać prezesa Kaczyńskiego, by porzucił wojenną retorykę, zrobił krok do tylu. Bo kto inny? Prezydent Duda? Nie. Byli prezydenci? Nie. Komisja Europejska? Nie. Parlament Europejski? Nie. Nie mamy polskiego papieża.

Nie ma żadnego innego autorytetu, któremu mógłby ulec Jarosław Kaczyński.

Według danych Kantar Public (dawniej TNS Polska) z początku grudnia 54 proc. ankietowanych uważa, że sprawy w kraju zmierzają w złym kierunku (to o 5 pkt proc. więcej niż w listopadzie), a 29 proc.  jest przeciwnego zdania (to o 5 pkt proc. mniej niż w listopadzie).

- Nic dziwnego. To będzie w moim życiu drugi, po stanie wojennym, taki bardzo nieprzyjemny okres świąteczny. Jest mi bardzo przykro. Jarosław Kaczyński jest moim rówieśnikiem, mamy podobne historyczne doświadczenia. A w nim dostrzegam taką diabelską pokusę podporządkowania sobie całego państwa i wszystkich Polaków.

jest-jeszcze

wyborcza.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS