Kler przygotowuje się do prześladowań

Minęło 60 lat od aresztowania prymasa Stefana Wyszyńskiego przez reżim stalinowski, a ks. prof. Waldemar Chrostowski twierdzi, że nic się nie zmieniło, a nawet jest gorzej:

Na pierwszy rzut oka okoliczności aresztowania i uwięzienia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego nie mają nic wspólnego z tymi, w jakich teraz żyjemy. Jednak głębsza diagnoza sytuacji i rzetelna refleksja nie zostawiają wątpliwości, że mimo iż od tamtych wydarzeń upłynęło 60 lat, istnieje wiele analogii, na które warto i trzeba wskazywać

- pisze wykładowca UKSW na łamach „Naszego Dziennika”.

 

Chrostowski wszędzie widzi nagromadzoną niechęć i wrogość do Kościoła katolickiego i duchowieństwa.

 

A dlaczego tak się dzieje?

 

Profesor ma odpowiedź:

W jednym i drugim przypadku Polska była, a obecnie jest, w okresie radykalnej transformacji ustrojowej i społecznej. Lecz w miejsce dawnej oligarchii pojawiają się i umacniają nowe układy i sitwy, jednakowo bezwzględne, cyniczne i mroczne.

I takimi podobnymi bzdetami karmią owieczki funkcjonariusze kościelni. Źle im, żyją jak pączuszki, a media mają czelność pytać ich o pedofilię, stan majątkowy, zawłaszczania przestrzeni publicznej.

 

Kler polski nie przyjmuje żadnej krytyki do siebie, okopał się, nawet nie docierają do niego wieści z Watykanu od papieża Franciszka, aby przesiedli się z luksusowych samochodów na rowery i znaleźli się w sytuacji, jak większość ludzi, a nie być odizolowanymi książętami.

 

Chrostowski przewiduje, że prześladowania, a więc aresztowania kleru będą miały miejsce dzisiaj. Powinien zatem szykować słoik na sztuczną szczękę, ręczniki i inne niezbędne rzeczy w areszcie. A nawet sam się zgłosić pod więzienne bramy:

Dawni i obecni mocodawcy mają wiele wspólnego: wywodzą się z tych samych środowisk i kręgów, często z tych samych rodzin i ośrodków. Umieli się wygodnie urządzić w PRL, po czym bezboleśnie przetrwali społeczno-polityczną transformację. Przycichli i przyczaili się podczas pontyfikatu Jana Pawła II, nierzadko przywdziewając owczą skórę i czerpiąc rozmaite profity. Ale od kilku lat uznali, że okres swoistej hibernacji się skończył. Jeżeli do nich będzie należało ostatnie słowo, niewykluczone, że w bliższej czy dalszej przyszłości powtórzą się dramatyczne wydarzenia sprzed 60 lat. Niekoniecznie w tym samym kształcie, ale na pewno nie mniej dotkliwe.

 

Ot, patałach boży.