Endeckie dziwolągi: Kaczyński i Gliński

 

Kaczyński jaki jest, każdy widzi. Jakie wnioski można wysnuć z jego przedstawienia Piotra Glińskiego (profesora), o którym prezes PiS powiedział: „Koło sześćdziesiątki szybko biega, ma czarny pas w judo, wspinał się w Himalajach”.

 

A Kaczyński, co potrafi? Wiecznie przegrywać, smędzić, kłamać. Nie ma prawa jazdy i konta bankowego. W tym zestawieniu Gliński przedstawia się jak Atlas, a Kaczyński kurdupelek.

 

Pewnie charakterem Gliński jest zdecydowanie ciekawszy od Kaczyńskiego, przynajmniej coś robił, a nie uprawiał polityki psucia kraju. Także nie ma na sumieniu wysłania do Smoleńska przegranego politycznie brata, który nie mógł liczyć na reelekcję.

 

Ale czy zaletą Glińskiego jest to, że dał się wrobić tak marnej postaci, jak Kaczyński, w „kandydata na pozaparlamentarnego premiera”.

 

Wszak to niedołęstwo intelektualne. Dziwoląg jak Kaczyński. W tym wypadku mamy do czynienia z dwoma dziwolągami. To są rzeczywiste zalety Glińskiego i Kaczyńskiego.